W chłodny poranek dnia wyścigu w 1986 roku do kokpitu Audi Sport Quattro o mocy przekraczającej 600 koni mechanicznych wsiadał pięćdziesięciodwulatek.
Z regularnego ścigania wycofał się kilka lat wcześniej; jego rywalami byli teraz młodzi, głodni sukcesu europejscy mistrzowie rajdowi. Ale nazywał się Bobby Unser — i znał każdy kamień i każdy zakręt Pikes Peak lepiej niż ktokolwiek inny na świecie.
Bobby Unser (1934–2021) dorastał w atmosferze wyścigów. Jako nastolatek razem z bratem Alem spędzał każdą wolną chwilę w warsztacie ojca, słuchając opowieści wujka Louisa o zdradzieckich zakrętach Pikes Peak. Na pierwszy start zdecydował się w 1955 roku, jako dwudziestojednolatek; już rok później odniósł pierwsze zwycięstwo. Od tamtej pory, z krótkimi przerwami, utrzymywał się na szczycie niemal nieprzerwanie przez kolejne dwie dekady.
Od innych kierowców odróżniał go bezkompromisowy styl jazdy. Jeździł z agresją, która przerażała postronnych obserwatorów: jego bolidy klasy Open Wheel wchodziły w zakręty z tak ogromną prędkością, że tylne koła niemal zwisały nad przepaściami. Sam kwitował to krótko: „Jeśli nie czujesz strachu przed każdym zakrętem na Pikes Peak, oznacza to, że nie jedziesz wystarczająco szybko”.
Równolegle budował legendę na torach płaskich. Trzykrotnie wygrał słynne Indianapolis 500 — w 1968, 1975 i 1981 roku — i uchodził za jednego z najbardziej wszechstronnych kierowców Ameryki. Sam jednak nie miał wątpliwości, które miejsce jest dla niego pierwsze: mała, szutrowa droga w Kolorado.
Dlatego gdy fabryczny zespół Audi zaproponował mu w 1986 roku start w potężnym, czteronapędowym Sport Quattro, nie potrafił odmówić. Miał 52 lata i całe życie doświadczeń zapisanych w pamięci mięśni. Przejechał trasę w 11 minut i 9,22 sekundy — z nowym, absolutnym rekordem i dziesiątym, historycznym tytułem King of the Mountain, wywalczonym przed nosem młodszego pokolenia.
Dziesięć zwycięstw w klasyfikacji generalnej — a licząc triumfy klasowe, trzynaście — dało mu status, którego nikt nigdy nie podważył: absolutnego władcy góry. Bobby Unser odszedł w 2021 roku, a rekord dziesięciu tytułów przez długi czas wydawał się nie do pobicia. Jego przewaga nigdy jednak nie leżała w samej technice. Leżała w głębokiej, niemal intymnej znajomości góry i w szacunku do jej nieprzewidywalnego charakteru — tego właśnie nie dało się kupić ani skopiować.