Ten kadr to czysta radość. Trzej mężczyźni w białych bluzach z logo Mobil i napisem „1964 Pikes Peak Hill Climb" stoją w kole zwycięzców i śmieją się w głos; jeden ściska dłoń drugiego, trzeci rozczochruje koledze włosy.
Za nimi transparent „Winners Circle". Zamiast pozowanej powagi — trzej najlepsi kierowcy dnia w chwili czystej, chłopięcej satysfakcji.
Data ma znaczenie: 4 lipca 1964 roku, w Święto Niepodległości, rozegrano jedną z najbardziej udanych edycji w historii wyścigu. W trzech głównych klasach padły tego dnia trzy nowe rekordy, a nazwiska zwycięzców czytają się jak lista gwiazd amerykańskiego sportu motorowego.
W klasie samochodów seryjnych (stock) triumfował Parnelli Jones — czasem 13 minut i 52,2 sekundy. Rok wcześniej Jones wygrał Indianapolis 500 i należał wtedy do najpopularniejszych kierowców kraju; jego wszechstronność, od owali po pustynne rajdy, czyniła zeń idealnego bohatera takiej góry. W najszybszej klasie Open Wheel zwyciężył Al Unser czasem 12:24,5, prowadząc bolid z legendarnym silnikiem Offenhausera. A w klasie samochodów sportowych najlepszy okazał się jego brat Bobby Unser — 13:19,1 za kierownicą lekkiego Lotusa 23.
To zestawienie mówi wiele o tym, czym w połowie lat 60. był Pikes Peak. Na jednej górze, tego samego dnia, spotykały się trzy zupełnie różne szkoły ścigania: ciężki amerykański sedan prosto z salonu, surowy górski bolid z odkrytymi kołami i wyrafinowany europejski spyder. Każda z nich miała swojego mistrza, każda ustanowiła nowy rekord — a dwaj z trzech zwycięzców nosili to samo nazwisko: Unser.
Fotografia z koła zwycięzców jest więc rzadkim ujęciem mistrzów nie w akcji, lecz tuż po niej — gdy opadł kurz, zatrzymały się stopery, a napięcie całego dnia rozładowało się śmiechem. Trzej królowie góry, jeden dzień, trzy rekordy i pamiątkowe bluzy, które same wpisały datę w historię.