Ta odbitka nosi odręczny podpis wprost na emulsji — „…Ford Special, Winner at Pikes Peak, 1922" — i sygnaturę fotografa: „Garnett Photo".
Kadr jest bliski i dynamiczny: samochód z numerem 24 wychodzi z zakrętu w pełnym poślizgu, z kołami skręconymi pod ostrym kątem, otulony po obu stronach kłębami kurzu. Kierowca w hełmie i goglach mocno wychyla się z kokpitu. To nie jest fabryczny bolid o głośnym nazwisku — i właśnie na tym polega cała opowieść.
Za kierownicą siedzi Noel Bullock, zaledwie dwudziestotrzyletni kierowca, który w 1922 roku wygrał klasyfikację generalną Wyścigu do Chmur czasem 19 minut i 50,9 sekundy. Drugi na mecie King Rhiley, prowadzący potężnego Hudsona, stracił do niego około czternastu sekund. Bullock nie zwyciężył jednak w żadnej fabrycznej limuzynie — jego bronią był lekki, mocno zmodyfikowany Ford, zbudowany w duchu wczesnego hot rodowania: tanie, masowo dostępne podwozie odchudzone i podrasowane w warsztacie do granic możliwości.
Zwycięstwo Bullocka wpisuje się w jeden z najbardziej charakterystycznych motywów wczesnej historii Pikes Peak — ten sam, który sześć lat wcześniej wyniósł na szczyt Reę Lentza w maleńkim Romano Special. Góra raz po raz udowadniała, że nie kłania się ani cenie auta, ani sławie kierowcy. Liczyły się stosunek mocy do masy, mechaniczna pomysłowość i odwaga, by lekki, zwinny samochód rzucić bokiem w zakręt nad przepaścią.
Warto docenić skalę tego wyczynu. W 1922 roku droga wciąż była w całości szutrowa, bez barier i bez marginesu błędu, a Ford — konstrukcja pomyślana do wożenia amerykańskich rodzin, nie do ścigania — musiał wytrzymać dwadzieścia minut morderczej wspinaczki na rozrzedzającym się powietrzu. Bullock nie tylko wytrzymał; był szybszy od wszystkich.
Dlatego ta fotografia to nie „stary samochód w kurzu", lecz portret zwycięzcy w chwili triumfu — i dowód, że w pierwszej dekadzie Wyścigu do Chmur młody człowiek w przerobionym Fordzie mógł pokonać całą stawkę i wpisać swoje nazwisko na listę królów góry.