Zdjęcie zrobiono nie w górach, lecz przed samą fabryką. Dwa masywne bolidy wyścigowe z numerami 7 i 6 ustawiono na wprost budynku z wielkim napisem „Lexington" na szczycie i takim samym logo na wieży ciśnień w tle.
Wokół maszyn pozuje grupa mężczyzn w garniturach i kaszkietach — kierowcy, mechanicy, przedstawiciele wytwórni. To nie przypadkowe auta: numery 7 i 6 to zwycięski duet z Pikes Peak.
Lexington Motor Company z Connersville w stanie Indiana była na początku lat 20. jedną z najgroźniejszych sił Wyścigu do Chmur. Na edycję 1920 roku firma zbudowała dwa specjalne, skrócone bolidy z mocnym silnikiem Ansteda i wysłała je w góry. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania działu reklamy: Otto Loesche autem numer 7 wygrał klasyfikację generalną czasem 22 minuty i 25,4 sekundy, a jego kolega Albert M. Cline w aucie numer 6 dojechał tuż za nim, na drugim miejscu. Co więcej, dokonali tego, przedzierając się przez śnieżycę — pogoda na Pikes Peak potrafiła być w środku lata równie groźna jak sama trasa. Podwójne zwycięstwo przyniosło marce Penrose Trophy i rozgłos w całym kraju.
Cztery lata później Lexington dopisał do tej historii finał. W 1924 roku Otto Loesche znów stanął na starcie w swoim Lexingtonie i znów wygrał — tym razem czasem 18 minut i 15 sekund, o całe cztery minuty lepszym niż w 1920 roku, co dobrze pokazuje, jak błyskawicznie rozwijała się wtedy technika. To zwycięstwo miało jeszcze jedną, szczególną wagę: zgodnie z ówczesnymi zasadami Loesche zabrał wówczas Penrose Trophy na własność, na dobre wpisując nazwę Lexington w najwcześniejszą legendę góry.
Fotografia sprzed fabryki jest więc czymś w rodzaju firmowego portretu triumfu — auta numer 7 i 6, te same, które przywiozły z Kolorado trofeum, ustawione dumnie pod szyldem wytwórni. Dla Lexingtona start na Pikes Peak nie był kaprysem bogatego kierowcy, lecz przemyślaną strategią: zwycięstwo na najtrudniejszej górze Ameryki było najlepszą reklamą, jaką mogła sobie wymarzyć marka walcząca o klienta w epoce rodzącego się przemysłu samochodowego.