W czwartek 10 sierpnia 1916 roku nad Manitou Springs wisiała chłodna, gęsta mgła. O tej porze dnia na zboczach Pikes Peak panowała zwykle cisza, którą naruszał najwyżej wiatr w koronach sosen.
W czwartek 10 sierpnia 1916 roku nad Manitou Springs wisiała chłodna, gęsta mgła. O tej porze dnia na zboczach Pikes Peak panowała zwykle cisza, którą naruszał najwyżej wiatr w koronach sosen. Tego ranka w wilgotnym powietrzu rozszedł się dźwięk, jakiego wielowiekowe lasy jeszcze nie słyszały: metaliczny, nierówny kaszel wczesnych silników spalinowych, przerywany głośnymi wystrzałami z rur wydechowych. Na linii startu, wytyczonej na wysokości 2862 metrów (9390 stóp) nad poziomem morza, ustawiały się maszyny zgłoszone do pierwszej w historii edycji Pikes Peak Scenic Highway Hill Climb. Wzdłuż trasy czekały już tysiące widzów. Zaczynało się trzydniowe święto prędkości i odwagi.
Spencer Penrose dopiął swego. Jego świeżo ukończona Pikes Peak Auto Highway zyskiwała właśnie rozgłos, o jakim marzył. Do wyścigu zgłosiło się ponad trzydziestu kierowców z całych Stanów Zjednoczonych; podzielono ich na trzy klasy samochodowe, według pojemności skokowej silnika, oraz jedną klasę motocyklową. Penrose nie skąpił. Na nagrody wyłożył tysiące dolarów w gotówce, a na zwycięzcę klasyfikacji generalnej czekało srebrno-złote trofeum — Penrose Trophy.
Droga, na której przyszło im się ścigać, nie wybaczała niczego. W 1916 roku Pikes Peak Highway była w całości szutrowa, pokryta zdradzieckim, luźnym czerwonym granitem. Ani barier, ani siatek zabezpieczających, ani metra asfaltu. Uślizg koła w złym miejscu nie kończył się na poboczu — kończył się w przepaści. Drugim przeciwnikiem był pył: chmura kurzu wisiała nad drogą jeszcze długo po każdym przejeździe, więc kierowcy startujący z dalszych pól jechali miejscami niemal na ślepo, po pamięci i intuicji.
Im wyżej, tym płycej oddychały silniki. W drodze ku mecie położonej na 4302 metrach (14 115 stóp) powietrze rzedło z zakrętu na zakręt, a ówczesne gaźniki nie nadążały za spadkiem ciśnienia i nie umiały dostarczyć komorom spalania dość tlenu. Jednostka, która na starcie dysponowała setką koni mechanicznych, pod szczytem krztusiła się i traciła 30–40 procent mocy. Kierowcy ratowali się w biegu, korygując skład mieszanki paliwowo-powietrznej za pomocą prymitywnych dźwigni.
Przez trzy dni, od 10 do 12 sierpnia, publiczność tłoczyła się w najbardziej widowiskowych punktach trasy — w Glen Cove, na Devil's Playground — obsiadając granitowe głazy tuż przy krawędzi drogi. Samochody przemykały obok z prędkościami sięgającymi miejscami 100 km/h i wyrzucały spod kół fontanny czerwonego szutru.
Pierwsze dwa dni należały do eliminacji i rywalizacji w poszczególnych klasach silnikowych. Hudsony, cadillaki i chalmersy, a obok nich bolidy budowane specjalnie na tę okazję, kolejno rzucały wyzwanie grawitacji. Rozstrzygnięcie nadeszło w sobotę 12 sierpnia — tego popołudnia miało się okazać, kto jest najszybszym człowiekiem na górze.
Sierpień 1916 roku pokazał, że Pikes Peak to wyzwanie z zupełnie innego świata niż płaskie tory Indianapolis czy Milwaukee. Gdy w sobotnie popołudnie ostatni samochód minął linię mety w chmurach, a kurz nad drogą powoli opadał, nikt w Manitou Springs nie pytał już, czy góra nadaje się do ścigania. Pytano o co innego: kto wjedzie na nią szybciej za rok.